Elektronika modelarska

W bieżący weekend i poniedziałek 22 kwietnie firma będzie nieczynna. Świętujemy śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Zamówienia złożone w czasie świąt zostaną obsłużone we wtorek 23 kwietnia. Za utrudnienia przepraszam i życzę wesołych świąt.

 

Dawno, dawno temu, był sobie chłopiec, który pomimo trzydziestki+ na karku zaczynał swoją przygodę z modelarstwem. Gdy już pierwszy model pochłonął butlę żywicy i domagał się przejścia na emeryturę, Mikołaj na gwiazdkę przyniósł mu prawdziwy szybowiec RC. Piękny! Z błyszczącym laminatowym kadłubem, fornirowymi skrzydłami. Szybowiec wymagał jeszcze sporo pracy: montażu serw i haka do holu, lakierowania skrzydeł, wyważania. Gdy już został wykończony i można było wyjść na łąkę, odwdzięczył się rewelacyjną doskonałością dając mnóstwo frajdy.

W tym czasie nie było jeszcze małych i wydajnych silników 3-fazowych ani baterii polimerowych a pojemność kadłuba i ograniczone umiejętności manualne nie pozwalały na przerobienie szybowca na elektroszybowiec. Zostawał gumowy hol, który pozwalał wywindować szybowiec na dosyć ograniczoną wysokość. Pojawiło się pytanie: na jaką i jak strzelać z gumy aby wyciągnąć go wyżej? 

 

W tym czasie udało się otrzeć o niemalże magiczną, niewidzialną siłę ciągnącą model do góry - o termikę. Ze wszystkimi niewidzialnymi rzeczami jest problem, bo ciężko jest używać czegoś czego się nie widzi. Prąd też jest niewidzialny, ale mając miernik można zmierzyć jago napięcie i natężenie. Mając lepsze narzędzie - oscyloskop można nawet obejrzeć jego zmianę w czasie, uchwycić na ekranie bardzo krótką chwilę zmiany. Podobnie fale radiowe, mając odbiornik można je usłyszeć, mając lepsze narzędzie - analizator widma można zobaczyć na ekranie moc, częstotliwość, szerokość nadawania. Bez narzędzi te zjawiska są jak magia. 

Podobnie jest z noszeniem. Można przekonać się o tym że istnieje, tak jak językiem można sprawdzić czy pakiet jest naładowany, ale żeby znaleźć noszenie, ocenić je i utrzymać potrzebne jest narzędzie albo wiele lat doświadczenia.

 

W tamtych czasach, daleko na zachodzie było dostępne takie narzędzie. Kosztowało niewyobrażalnie dużo a większość rzeczy robiło w sposób, który już znałem a przynajmniej mogłem sobie wyobrazić. Kilka rzeczy między innymi transmisja radiowa było poza  moim zasięgiem, ale skoro oni potrafią to czy ja jestem ulepiony z innej gliny?

 

Wtedy na moim horyzoncie pojawił się cel - chcę zrobić własny wariometr. Wtedy robiłem to podświadomie, ale teraz już wiem że posiadanie celu jest cholernie ważną sprawą. Mając cel, nawet odległy i pozornie nieosiągalny, przy odrobinie wytrwałości można do niego dojść. Bez celu można przejść przez całe życie niczego nie osiągając.

 

Kolejnych kilka lat to seria inwestycji na elementy, masa pracy włożona w oprogramowanie pomiarów, rejestracji, budowania komunikatów dźwiękowych i robienie kolejnych wersji sprzętu. Pierwsze latające wersje potrafiły rejestrować wysokość, temperaturę i napięcie. Po lotach można było już wyciągnąć jakieś wnioski. Potem wariometr zaczął mówić ale ciągle nie mógł mierzyć noszenia. To co próbowałem robić było zbył mało czułe. Takie doświadczenie jest mocno dołujące, ale przecież nie mogę się poddać!

Wtedy pojawił się pomysł wykorzystania symulacji komputerowej. Nowe dla mnie doświadczenie, ale dało możliwość przetestowania obwodów pomiarowych bez użycia lutownicy i budowania kolejnych modeli urządzenia. Włożyłem mnóstwo pracy w obliczenia i budowanie modelu matematycznego wariometru, ale to dało efekt. Wiedziałem co mam zmieniać aby dojść do wymaganych parametrów. W połączeniu z efektywną symulacją dosyć szybko udało się osiągnąć wymaganą czułość. Po drodze pojawiło się jeszcze sporo nieprzewidzianych zjawisk, które trzeba było brać pod uwagę, ale to już była jazda z górki. Wersja sprzętu 1.5 miała już działający wariometr i radio, można było z nią latać.

 

Żeby z tego powstał produkt możliwy do sprzedaży, trzeba było włożyć jeszcze 2 lata pracy i mniej więcej roczną pensję. Łatwo zrezygnować mając perspektywę takich wydatków, na szczęście nie wszystkie zwaliły się od razu. Wspierała mnie rosnąca presja z Waszej strony a wstyd przed porażką blokował szansę na ucieczkę.

Tak oto 5 lat temu w 2007 roku, pojawiła się wersja handlowa, konkurencyjna dla tych z zachodu. 

Później była już tylko praca, praca i praca nad projektem, stopniowe wychodzenie z długów i budowanie firmy taką jaką znacie dzisiaj.

 

Z okazji piątych urodzin wariometru mogę Wam życzyć: miejcie marzenia i stawiajcie przed sobą ambitne cele. To jest droga, którą warto iść.

 

 

Lataj bezpiecznie swoim UAV